| Cezary Jędrzejewski - "Świadectwo" | |||
|
| Nauczanie - Świadectwa |
|
Bo Bóg, który rzekł: Z ciemności niech światłość zaświeci, rozświecił serca nasze, aby zajaśniało poznanie chwały Bożej, która jest na obliczu Chrystusowym 2 Kor 4,6
Włóczyłem się po całej Polsce. Zażywałem alkohol, narkotyki, jadłem różnego rodzaju tabletki: nasercowe, psychotropowe i zapijałem to alkoholem. W ten sposób uciekałem od szarej rzeczywistości i śmiałem się. Nie skończyłem szkoły zawodowej. Próbowałem trzy razy, za każdym razem mi mówiono, że mnie wyrzucą za mój sposób myślenia, wygląd, a przede wszystkim za wygląd. A ja powiedziałem, że nie obchodzi mnie, co ze mną będzie, liczy się dziś, po co mam myśleć o jutrze, jutro mogę przecież umrzeć - nieprawdaż ? No i tak się zaczęło to wszystko. Zacząłem czytać różne książki satanistyczne, spirytystyczne, zacząłem się interesować demonologią i okultyzmem. Najpierw mnie pociągała wróżba. Dziewczyna mojego brata pokazała nam jak wywołać ducha. Wywołaliśmy dziadka, potem dziadek nie chciał odejść. Poruszyliśmy świat duchowy. Oczywiście to nie był dziadek, tylko demon podszywający się pod niego. Zaczęło mnie to coraz bardziej wciągać. Oddawaliśmy cześć duchom, składaliśmy ofiary, zabijaliśmy zwierzęta, przelewaliśmy ich krew. Zaczęliśmy zachowywać się jak zwierzęta. Ja już miałem wszystkiego serdecznie dosyć, szukałem miłości, pytałem kolegów, czym jest miłość, ciepło rodzinne, a oni wpychali mi wino do ręki: "Masz, pij, nie martw się". Dla nich to było dziwne, oni nie chcieli wracać do tego, ponieważ sami tego nie mieli i nie mają nadal, do tej pory. Zacząłem się zastanawiać, jaki jest sens człowieka żyjącego tu na ziemi, po co on w ogóle tutaj jest? Po co? Byłem pod władaniem szatana i pełniłem jego wolę. Zaczęliśmy oddawać mu cześć w grobowcach na cmentarzu w Mławie, składaliśmy ofiary.
Czytałem coraz więcej o różnych sprawach demonicznych. Owszem, czytałem i Pismo Święte, ale wybierałem z niego wszystko to, co zawierało imię szatana. Mój brat do tej pory jest satanistą. Czasami nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić, więc zdobywaliśmy pieniądze i kupowaliśmy alkohol. Potem szliśmy na cmentarz i zamykaliśmy się w pieczarach. Tam, gdzie kiedyś byli zmarli, a my w sumie byliśmy też jakby umarli, poruszaliśmy się pomiędzy zmarłymi. Wierzyliśmy w świat duchowy. Wtedy "zaczęła mi odbijać kolba". Zacząłem uciekać od ludzi, brałem walkmana i psychodeliczną muzykę lub satanizm i uciekałem w las. Siedziałem tam dosyć długo, od rana do wieczora, w sumie nic nie jadłem. Czasami było tak, że brałem dużą dawkę narkotyków i siedziałem dwa, trzy dni. Po prostu siedziałem, paliłem, zażywałem różne świństwa i słuchałem muzyki. Przychodziły mi różne myśli. A wśród nich taka główna myśl: czy naprawdę jest świat duchowy? Chciałem tam wejść, po prostu chciałem poznać diabła, jaki on jest. Bo to, czego się nauczyłem, zaczęło mi uderzać do głowy, wszystkie obrazy demonów, które oglądałem zaczęły przychodzić. Pamiętam, że kiedyś nie wytrzymałem, tak mnie opętał, że napisałem cyrograf. Była niedziela, słuchałem muzyki Kata, jest to satanistyczna grupa; nagle się ściemniło, zaczęły bić błyskawice. Pamiętam, że pod wpływem właśnie tego ducha, pod którym byłem lub legionu duchów, wziąłem kartkę i napisałem coś takiego: "Kochany ojcze, przychodzę do ciebie, proszę cię, byś zawładnął moim ciałem, umysłem i duszą. Weź je za darmo. Proszę byś mi ukazał drogi miłości". Oczywiście podpisałem to własnoręcznie, zamazałem to wszystko krwią, zapieczętowałem i schowałem do butelki. Potem wybiegłem z domu, leciałem w mrok, tam czułem się bardzo dobrze. Zakopałem to pod drzewem, oczywiście drzewo zaznaczyłem, wyryłem na nim krzyż do góry nogami. Któregoś dnia też była burza i przyszły mi do głowy różne dziwne myśli, pobiegłem do lasu, zacząłem szukać tej butelki i jej nie znalazłem. Ona po prostu zniknęła. Miałem dwie możliwości: albo ktoś ją wziął, albo sam diabeł przyszedł i zabrał ją. Oczywiście tę pierwszą teorię wykluczyłem, dlatego, że to były moczary i ludzie boją się tam chodzić. Od tego momentu zacząłem się bać. Oczywiście, nadal chodziłem z moją bandą. Pamiętam, że kiedyś przy piciu wódki padło zdanie: "chciałbym poczuć ciepłą krew ludzką na rękach", a mój brat Rafał powiedział, że chciałby kiedyś kogoś rozpruć i padł plan zamordowania jego dziewczyny (...). Zacząłem płakać, pamiętam modlitwę: "Panie Jezu, jeśli jesteś i bardzo mnie kochasz, jeśli to nie jest fikcja, proszę Cię, abyś mnie ratował, proszę, abyś objawił mi swoją miłość". Oczywiście nie miałem już sił, aby wyjść stamtąd, bo się sporo wykrwawiłem. Znaleźli mnie, związali zaraz rękę, odcięli upływ krwi, zawieźli do szpitala. W szpitalu mnie traktowali jak czuba. Pamiętam, jak przy zszywaniu (robili to na żywca), powiedzieli, że jak miałem odwagę podciąć żyły, to teraz mogę przecierpieć, jak mnie będą zszywać. Po szyciu nie pamiętam, obudziłem się na ziemi, miałem gumę w buzi, a pielęgniarka mnie kopała, raczej w gestii dotyku, bo bała się mnie dotknąć, a pierwsze jej pytanie, to czy biorę narkotyki. Popatrzyłem na nią, była we mnie agresja. Miałem ich dość. Później zwieźli mnie na izbę przyjęć, tam dawali mi różne sole, kroplówki. Przyszła moja rodzina, wszyscy byli pijani, ojciec zaczął płakać, mówić różne bzdury, zobaczył też, że ponownie wyciąłem sobie irokeza i zaczął krzyczeć. Poprosiłem doktora, by ich wyprowadził. Pytali się, czy chcę poleżeć w szpitalu, czy iść do domu. Chciałem iść, więc mnie wypuścili. Poszedłem do domu i znowu się zaczęło. Zacząłem znów się włóczyć, kraść, pić, brać narkotyki. Znów przyszedł diabeł i powiedział, że sprzedałem mu całego siebie i jestem jego. I tak minął miesiąc, potem drugi, i gdzieś po czterech miesiącach po tym fakcie, gdy przechodziliśmy przez rynek stał pewien gość z Pismem Świętym (Biblią), broszurami, książkami, kasetami. I wtedy odezwał się głos wewnątrz; "Podejdź do niego, zapytaj się". Głupio mi było tak iść, przy moich kumplach. No więc powiedziałem im, że podejdziemy i jak będzie coś źle gadał, to kopnę w stolik, gościa w zęby, no i dobra. Przeszliśmy raz, nic, potem drugi, a jeden z moich towarzyszy miał koszulkę na sobie z krzyżem do góry nogami. A ten gościu wyciągnął do nas taką małą książeczkę - Nowy Testament i mówi, że my też możemy czytać Słowo Boże. Nam szczęki opadły, więc podeszliśmy bliżej i zaczęliśmy z nim gadać. Zaczął mówić o Panu Jezusie, o zbawieniu, o tym, że Bóg dał nam swojego syna, że za nas umarł. Ale ja to wszystko wiedziałem z religii. To co mnie pociągnęło to fakt, że był narkomanem, a teraz ma rodzinę, ciepło domowe i miłość, jaką dał mu Pan Jezus. To było dla mnie nienormalne, jak taki narkoman, który już zszedł na igły, może mieć rodzinę? Zapytałem go, czy umie grać na gitarze. Tomasz, bo tak miał na imię, odpowiedział, że umie i zaproponował mi wspólną naukę w jego domu. Zaczęliśmy do nich przychodzić, słuchaliśmy o Panu Jezusie Chrystusie. Zobaczyłem, że oni mają coś, czego ja nie mam - mają miłość. Powiedziałem im, że oni nie są stąd, że to jest nienormalne w dzisiejszym świecie, mieć rodzinę, którą się kocha, to jest taką miłością szczerą, prawdziwą, pochodzącą od Pana Jezusa, zresztą Tomek mi o tym powiedział. I tak przychodziłem do nich, gdy miałem awanturę w domu lub pili i nie miałem gdzie się podziać. Widziałem jak oni traktują dzieci, oni mieli miłość, oni je kochali. Ja miałem 20 lat, a jak wychodziłem od nich, to płakałem. Tak bardzo chciałem, żeby ktoś przytulił mnie do siebie, pocałował. Chodziłem tak do nich przez dwa lata i przez cały ten czas Tomek karmił mnie, jakbym był członkiem jego rodziny. Dzieliłem się z nimi problemami. Cieszyli się, gdy przychodziłem. Ich dom stał się moim domem. Zawsze się pytali o zdrowie, co robię, czy jadłem, interesowali się mną. Wtedy to było bardzo dziwne, ja nie rozumiałem tego, jak obcy ludzie mogą się tak interesować kimś obcym, jeszcze takim śmieciem jakim ja byłem. Ale oczywiście byłem nadal sługą diabła i pełniłem jego wolę. Kiedyś pojechaliśmy z kumplami do Olsztyna; tam sobie zrobiłem tatuaż. Ale Duch Święty pracował nade mną, a to, o czym Tomek mi mówił, siedziało w sercu. Później zerwałem wszelki kontakt, przestałem też chodzić do ich kościoła, odciągnęła mnie dziewczyna, chodziliśmy ze sobą, ale i tego miałem dosyć. Dałem jej Słowo Boże, dołączoną kartkę, na której było napisane, że odchodzę do Boga, wie gdzie mnie szukać, jaka ulica, gdzie mieszka Tomasz, jeżeli będzie chciała, może przyjść. I tak się rozstaliśmy. Zacząłem słuchać Słowa Bożego. Bardzo mnie zdziwiło, że chociaż nosiłem irokeza, kolczyki, ubierałem się inaczej, ludzie w zgromadzeniu (kościele) nie patrzyli na to. Darzyli mnie ciepłem i miłością. Któregoś dnia, bodajże w czwartek, byłem na zgromadzeniu, pewien brat zwiastował Słowo Boże i wtedy usłyszałem głos, głos w moim sercu: "Chodź za mną". Ja wiedziałem, że to Pan mnie zaprosił, że to Pan do mnie powiedział: "Chodź!" Oczywiście zaraz wyszedłem, no i w nogi. Przy torach, gdzie było ciemno, zacząłem się bać, przyszedł diabeł i znowu ten głos, który mówił: "Zdechniesz, a się nie nawrócisz!" Zaczął się bój o mnie. Byłem pod wpływem Ewangelii, diabeł widział, że urywa mu się władza nade mną i zaczął mnie prześladować. A ja zacząłem śpiewać Psalm 23 "Pan jest pasterzem moim". Dotarłem do domu, strasznie się bałem, w moim sercu była burza, chciałem iść za Panem Jezusem, a nie wiedziałem jak. Bałem się, że nie potrafię. Nie mogłem uwierzyć, że taki śmieć jak ja może być synem Pana Boga. Nie rozumiałem też tego, że On będąc tak potężnym Bogiem, zainteresował się takim śmieciem jak ja. Potem otworzyłem Ewangelię Marka i zacząłem czytać. Płakałem, modliłem się, znowu czytałem. Potem przestałem czytać, włączyłem sobie punk rocka, było w pokoju lustro, diabeł przyszedł i mówi: "Co! Nie zbijesz?" No i pociągnąłem z ręki i lustro się rozleciało. Znowu zacząłem czytać, błagać Pana Jezusa, że jeżeli mnie nie zbawi, to diabeł mnie zabije. Wtedy Pan rzekł: "Synu, odpuszczone są ci grzechy twoje..." z fragmentu o paralityku. Pamiętam, że poczułem się tak, jakbym wpłynął do jakiejś zatoki, tam był spokój. Wiedziałem, że Pan Jezus mnie zbawił i że mam Go w sercu, że mam Jego miłość, że mimo tego wszystkiego co robiłem, chociaż byłem zdechłym psem i śmieciem, On nie brzydził się podnieść mnie z tego brudu. Tego nie rozumiem do tej pory. Tak to się stało. Tak mnie właśnie zbawił Pan Jezus Chrystus. Pamiętam, że tym, co pociągnęło mnie, była Jego miłość. Amen |




